stat

Rozmowy z kandydatami na prezydentów: Paweł Adamowicz

Paweł Adamowicz ubiega się o swoją szóstą kadencję w fotelu prezydenta Gdańska. Startuje z własnego komitetu wyborczego, choć wcześniej był członkiem PO.
Paweł Adamowicz ubiega się o swoją szóstą kadencję w fotelu prezydenta Gdańska. Startuje z własnego komitetu wyborczego, choć wcześniej był członkiem PO. fot. Edyta Steć/trojmiasto.pl

Kontynuujemy cykl rozmów z kandydatami na prezydentów Gdańska, Gdyni i Sopotu, którzy już oficjalnie zadeklarowali start w jesiennych wyborach samorządowych. Dziś rozmowa z Pawłem Adamowiczem, który będzie się ubiegał o szóstą kadencję w fotelu prezydenta Gdańska. Tydzień temu przedstawiliśmy rozmowę z kandydatem PiS Kacprem Płażyńskim. Za tydzień opublikujemy rozmowę z posłanką Nowoczesnej Ewą Lieder (24 maja), a następnie z kandydatem SLD, byłym rektorem UG Andrzejem Ceynową (30 maja).



Rozmowa z Pawłem Adamowiczem została przeprowadzona w piątek, 11 maja, przed ulewą, która zalała Gdańsk i przed wtorkową awarią przepompowni na Ołowiance.

W Gdańsku powstaje sporo budynków, które budzą duże zastrzeżenia mieszkańców: kiedyś było to Quattro Towers we Wrzeszczu, dziś jest to Bastion Wałowa. Kontrowersje wzbudza także każda próba budowy wysokich budynków w Brzeźnie. Czy uważa pan, że w Gdańsku można by lepiej pilnować deweloperów, a nie pozwalać im na wszystko?

W Gdańsku oddaje się rocznie od 5 do 7 tys. nowych mieszkań. To pozytywne zjawisko, bo także dzięki niemu możemy się cieszyć przyrostem liczby mieszkańców, którzy przyjeżdżają do nas z innych części kraju. Gdańsk chce kontynuować ideę rozwoju miasta do wewnątrz, co zakłada zabudowę - oczywiście z głową i  w sposób przemyślany - tych pustych przestrzeni w pasie od Oruni do Jelitkowa, które się do tego nadają. Regulatorem tych działań są z jednej strony plany zagospodarowania przestrzennego, które powstają w drodze transparentnych, otwartych procesów. W ramach planów coraz bardziej szczegółowo opisujemy oczekiwania wobec zabudowy. Jest też oczywiście prawo budowlane, które określa np. dopuszczalne odległości między budynkami.

W kolejnych tygodniach zamieścimy rozmowy z posłanką Ewą Lieder (Nowoczesna)...
W kolejnych tygodniach zamieścimy rozmowy z posłanką Ewą Lieder (Nowoczesna)... fot. Rafał Borowski/trojmiasto.pl
Dlaczego w takim razie firma deweloperska Robyg nie może zabudować terenów po klubie Gedania we Wrzeszczu?

Dlatego, że dwa-trzy lata temu Gedania stała się przedmiotem gry politycznej, z dużą stratą dla zagospodarowania tego terenu i ku niezadowoleniu okolicznych mieszkańców, którzy chcieliby mieć uporządkowany teren.

Co pan ma na myśli mówiąc o grze politycznej?

Ci, którzy sprawują obecnie władzę w Polsce, podjęli niezrozumiałe dla mnie działania, takie jak wpisanie tego terenu do rejestru zabytków. To typowe działania wymierzone przeciwko potencjalnej inwestycji bez propozycji konstruktywnego rozwiązania. To spowoduje zamrożenie tego terenu na wiele lat, ze szkodą dla miasta. Ci, którzy dzisiaj próbują zbić na tym kapitał polityczny zapominają, że na terenie Gedanii miał biuro poselskie Andrzej Jaworski z PIS-u. Inni członkowie tej samej partii teraz próbują o tym zapomnieć i próbują na tym ugrać jakieś dodatkowe punkty wyborcze.

Czyli jest pan zwolennikiem zabudowania terenu Gedanii?

Inwestor zadeklarował chęć realizacji różnych celów publicznych, takich jak budowa hali sportowej lub pełnowymiarowego boiska przy nieodległym LO nr II. Wszystko powinno się odbyć w ramach dialogu z mieszkańcami.

Co pan myśli o budowie wysokich budynków w Gdańsku?

Jakiś czas temu opracowaliśmy w Gdańsku tzw. Studium Lokalizacyjne Obiektów Wysokościowych, które pokazuje gdzie można wyżej budować. I uważam, że tam gdzie można, powinno się budować wyżej. Dlaczego? Dlatego, że w ten sposób rozwijamy miasto do wewnątrz, podnosimy jego atrakcyjność, używając kolokwializmu "sprzedajemy widok".

Jednym go sprzedajmy, a innym zabieramy...

Owszem, są takie sytuacje, ale znacznie więcej jest przykładów, gdy nowy widok nie powstaje kosztem zabrania go komuś innemu. Nie zgadzam się z tym, by duże, półmilionowe miasto, było miastem parterowym. Moim zdaniem na wybranych obszarach miasta można i powinno się budować wysoko.

...i prof. Andrzejem Ceynową (popierany przez SLD).
...i prof. Andrzejem Ceynową (popierany przez SLD). fot. Krzysztof Mystkowski/KFP
Dlaczego by zabudować niewielką działkę, na której stoi tzw. budynek LOT-u, deweloper musiał zorganizować konkurs architektoniczny, natomiast nie było takiego obowiązku przy zabudowie znajdującego się tuż obok i wielokrotnie większego Targu Siennego i Rakowego?

Różnica jest fundamentalna: na Targu Siennym i Rakowym 100 lat temu nic nie było, to był teren za murami miasta. Czym innym jest teren Targu Węglowego, przy którym stał wówczas hotel Danziger Hof. Kontekst historyczny jest tu znacznie istotniejszy i bezdyskusyjny. Dyskusja o Targu Węglowym i nowym budynku LOT-u rozpoczęła się już w latach 90. XX w. i zapis o obowiązkowym konkursie jest echem tamtej debaty. Natomiast wówczas Targ Sienny i Rakowy nie budziły żadnych emocji.

Dziś budzą.

Ci, którzy dzisiaj wylewają krokodyle łzy i narzekają na Forum Gdańsk, jakoś dziwnie milczeli, kiedy stały tam obskurne pawilony Gildii. Przez kilkanaście lat miasto Gdańsk, z kolejnymi rządami PKP, który jest trudnym partnerem, wynegocjowało zabudowę wąwozu kolejowego. Nastąpiło sklejenie tej swoistej wyspy, między Głównym Miastem i Nowymi Ogrodami. Jestem przekonany, że to jest pozytywny efekt i gdańszczanie w najbliższych miesiącach będą nogami głosowali za nową przestrzeń publiczną, bardzo estetyczną, funkcjonalną, która została dzięki temu wytworzona. Już wkrótce mieszkańcy Gdańska sami ocenią, czy Forum Gdańskim im się podoba.

Na pewno nigdy nie będzie takiej architektury, która wszystkich pogodzi. Gdańszczanie raczej preferują nawiązania do architektury XVII- czy XVIII-wiecznej, a ta współczesna z trudem się przebija. Proszę zobaczyć jednak ile było przeciwników architektury Europejskiego Centrum Solidarności. Dzisiaj już te głosy krytyczne są niesłyszalne, a goście z zagranicy są ECS-em zachwyceni.

Który budynek Forum Gdańsk podoba się panu najbardziej?

Kunszt Wodny - bardzo jestem dumny z tego zadania publicznego.

To jedyny budynek, którego projekt został wyłoniony w konkursie architektonicznym.

10 maja opublikowaliśmy rozmowę z kandydatem popieranym przez PiS, Kacprem Płażyńskim.
10 maja opublikowaliśmy rozmowę z kandydatem popieranym przez PiS, Kacprem Płażyńskim. fot. Łukasz Unterschuetz/trojmiasto.pl
Myślę, że będziemy się spierać o Forum Gdańsk jeszcze wiele lat i to jest naturalne. Zwróćmy uwagę na jeszcze jedną rzecz: dzięki tej budowie będziemy mieli nieistniejącą do tej pory możliwość podziwiania Głównego Miasta z takiej perspektywy. Nie było to możliwe, gdy stały tu blaszaki Gildii.

Gdańsk wydaje rocznie na komunikację miejską ok. 315 mln zł, a mimo to sytuacja u miejskiego przewoźnika, czyli w firmie GAiT, gdzie brakuje kierowców do pracy, wskazuje, że tych środków powinno być jeszcze więcej. Tymczasem zaproponował pan wprowadzenie darmowych przejazdów dla uczniów, co może kosztować budżet ok. 9 mln zł rocznie. Jak to pogodzić?

Brak kierowców doskwiera nie tylko nam, ale wszystkim samorządom w Polsce, bo wynagrodzenia w kraju rosną i będą rosnąć. Objęcie od lipca bezpłatną komunikacją dzieci i młodzieży wiąże się z pomysłem społecznym, aby w okresie ewidentnego wzrostu gospodarczego Polski i Gdańska, podzielić się nim z częścią społeczeństwa. Z jednej strony jest to element polityki społecznej, z drugiej próba sprawdzenia, czy uda się wyrobić nawyk korzystania z komunikacji publicznej u młodych, którzy w większości pozostaną w Gdańsku. Problemem nie tylko Gdańska jest to, że przy ogromnym wzroście wydatków na komfort jazdy, nowe autobusy, tramwaje, nie udaje się wyhamować trendu motoryzacyjnego. Dopiero w przyszłym roku okaże się, jakie będą rzeczywiste koszty związane z objęciem bezpłatnymi przejazdami dzieci i młodzieży. Mniejsze wpływy do budżetu nie dotkną jednak finansowo GAiT, bo ich kontrakt nie zależy od ilości sprzedanych biletów. Ale w przyszłym roku na pewno zwiększymy dotację do komunikacji miejskiej. Z roku na rok wydatki na transport publiczny rosną mniej więcej o 8 procent.

Przez lata skłaniał się pan do zlecania firmom zewnętrznym usług komunalnych świadczonych mieszkańcom. Jednak niedawno powstała miejska spółka Gdańskie Usługi Komunalne, która obsługuje wywóz śmieci w części miasta. Skąd taka zmiana?

W tym konkretnym przypadku to korekta wymuszona przez zmianę przepisów ogólnokrajowych. Polegają one na tym, że w Polsce wprowadzono de facto podatek od odpadów komunalnych. Nie chcieliśmy być skazani na monopol prywatnych firm odbierających odpady, które mogłyby dowolnie windować ceny za tę usługę. Postanowiliśmy więc powołać Gdańskie Usługi Komunalne, by konkurowały z firmami prywatnymi. Nazwałbym to komunalnym interwencjonizmem.

Czy chciałbyś, by kandydaci na prezydenta spotkali się w debacie wyborczej?

tak, można by porównać ich poglądy w najważniejszych kwestiach

80%

nie, taka debata nic by nie przyniosła

20%
Miejska spółka ma przełamać monopol? Przyzna pan, że to nietypowe. Podobnie jak wiara w to, że publiczna spółka działa efektywniej, niż spółka prywatna.

Jest taki stereotyp, że prywatne spółki działają taniej. Przypominam jednak, że finanse tej spółki, tak jak każdej spółki miejskiej, są jawne. Będziemy mogli wszyscy, jako podatnicy i obywatele, obserwować jej kondycję. Musieliśmy zaryzykować takie działanie w imię bezpieczeństwa kieszeni mieszkańców Gdańska.

Skoro o miejskich spółkach mowa, to dlaczego w Gdańsku działają dwa miejskie Towarzystwa Budownictwa Społecznego?

Już pięć lat temu zleciłem Wydziałowi Polityki Gospodarczej analizę połączenia tych dwóch spółek, ponieważ uznałem, że wystarczy nam jedna. Okazało się jednak, że obie mają sporo kredytów zaciągniętych w Banku Gospodarstwa Krajowego, mają obciążenie hipoteki i w tej sytuacji połączenie ich jest kłopotliwe. Dodatkowo każda z nich ma trochę inne zadania. TBS Motława przede wszystkim rewitalizuje, A GTBS buduje przede wszystkim budynki w nowych dzielnicach. Jeżeli jednak pojawią się nowe okoliczności, które umożliwią połączenie tych spółek, to tak się stanie.

Czy z punktu widzenia rozwoju miasta, ważniejsza jest możliwość zwiększenia przeładunków w porcie, czy bardziej komfortowego plażowania na Stogach?

Ja bym tak tej alternatywy nie stawiał. Kontrowersje, które powstały przy uchwalaniu studium urbanistycznego Gdańska, ujawniły lęki i stereotypy, jakie są wśród części mieszkańców. Dlatego polityka komunikacyjna ze strony portu musi być radykalnie poprawiona. Pamiętam, że w przeszłości port dofinansowywał remonty ulic w Nowym Porcie oraz różne działania na rzecz Stogów. Bo trzeba przekonać do swoich racji mieszkańców. Mądrzy, zakorzenieni w gdańskości członkowie Zarządu Portu Morskiego, otwarci na rozmowę z mieszkańcami, będą musieli rozpocząć dialog z mieszkańcami. Nie da się w przyszłości rozmawiać o rozwoju portu na Stogach bez tego, co zaproponowałem, czyli bez Paktu dla Stogów.

W pierwszej części kadencji wspierał pan protesty w obronie niezależności sądów, zorganizował pan jubileusz Trybunału Konstytucyjnego w Gdańsku. Czy z perspektywy czasu nie żałuje pan swojego zaangażowania w te sprawy? Czy Gdańsk jakoś odczuł to, że opowiedział się pan przeciwko rządowi?

30 lat temu, jako student czwartego roku, stanąłem na czele strajku okupacyjnego na Uniwersytecie Gdańskim. Solidaryzowaliśmy się ze stoczniowcami, żądaliśmy legalizacji Solidarności. Po co to wspominam? Jestem prezydentem solidarnościowym Gdańska, a Gdańsk jest miastem wolności i Solidarności. To nie jest miasto jedno z wielu, to jest miasto, które ma w sobie wyraźne ideowe przesłanie. Prezydent Gdańska zdradziłby samego siebie, zdradziłby Gdańsk, gdyby nie stanął w obronie Trybunału Konstytucyjnego, którego powstanie było oczekiwane przez Solidarność w 1981 roku.

Ale miasto to nie tylko idee, ale także tabelki w budżecie. Czy więc te tabelki jakoś się nie zachwiały, za sprawą pańskiego zaangażowania?

Nie, nic nie straciliśmy. Na szczęście dzięki rządom Tadeusza Mazowieckiego i Jerzego Buzka samorząd terytorialny w Polsce jest głęboko zakorzenione i nawet poseł na Sejm Jarosław Kaczyński nie może łatwo tego zniszczyć. I to jest właśnie siła samorządu, to że jesteśmy w dużym stopniu niezależni od kaprysu władzy centralnej. To jest wielka wartość, którą gdańszczanie doceniają. Dostałem wiele gestów sympatii, solidarności za to, że w sposób wyraźny opowiedziałem się za obroną Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej. Natomiast ci, którzy milczą, są oceniani przez gdańszczan jako oportuniści, jako konformiści, jako ci, którzy nie widzą w demokracji wartości.

Czy w Urzędzie Miasta przeprowadziliście państwo analizę, o ile zmniejszą się wpływy do budżetu, jeśli Lotos zostanie wchłonięty przez Orlen? Jaka największa luka może wchodzić w grę?

Większą stratą dla Gdańska i Pomorza będą nie obniżka wpływów z podatku CIT, lecz bardzo zły sygnał dla świata gospodarczego, że Gdańsk jest marginalizowany poprzez wyprowadzenie siedziby bardzo ważnej firmy. Siedziba spółki to centrum decyzyjne. To, że za rządów PO i PSL, Paweł Olechnowicz zrealizował wielki projekt inwestycyjny, zbudował praktycznie drugą rafinerię, było możliwe dzięki temu, że siedziba spółki była w Gdańsku. Gdyby była w Płocku lub w Warszawie, to nigdy do takiej inwestycji by nie doszło. Gdańszczanie i Pomorzanie, bez względu na to czy stoją za PiS-em, PO czy kimkolwiek innym, powinni bardzo mocno rozliczać wszystkich tych, którzy popierają połączenie Lotosu z Orlenem. Powiem wyraźnie: wspieranie tego przejęcia to jest działalność antygdańska i antypomorska. Albo jest się lojalnym wobec Gdańska, albo wobec partii, do której się należy.

W początkach swojej działalności politycznej był pan członkiem Kongresu Liberalno- Demokratycznego, Partii Konserwatywnej i Stronnictwa Konserwatywno Ludowego, czyli partii centroprawicowych. Dziś firmuje pan projekty charakterystyczne raczej dla partii lewicowych, takie jak in vitro i bezpłatna komunikacja miejska. Zmienił pan poglądy?

Proszę jeszcze dodać, że rok temu byłem na paradzie równości i w tym roku też będę. Za in vitro byłem zawsze. Z kolei bezpłatne bilety wprowadził np. rządzony przez centroprawicę Tallin. Nie postrzegałbym więc tego w kategoriach lewica-prawica. Dostrzegam za to ogromną potrzebę budowy społeczeństwa obywatelskiego. A dojście do władzy PiS jeszcze bardziej mi uświadomiło jak wiele jest do zrobienia w zakresie budowy lokalnego społeczeństwa, które kieruje się solidarnością, szacunkiem, zapewnia równe szanse wszystkim . Jak niezwykle ważne jest, by każdy czuł się u siebie, a nie czuł się wykluczony z powodów swoich poglądów czy postawy.

Ja się zmieniam razem z Gdańskiem. Moja wrażliwość społeczna, moje horyzonty były inne 20 lat temu i dzisiaj. Lektury, spotkania z gdańszczanami, autorytetami, ludźmi mądrzejszymi ode mnie - to wszystko mnie wzbogaciło. Nie stoję w miejscu, rozwijam się tak jak nasze miasto. Poglądy gdańszczan też się zmieniają, kiedyś były bardziej konserwatywne, a dziś są bardziej otwarte.

Sondaże wskazują, że w Gdańsku dojdzie do drugiej tury wyborów, prawdopodobnie z pańskim udziałem. Jeśli się pan w niej znajdzie, to z kim najbardziej nie chciałby pan się spotkać?

W trzech ostatnich wyborach do drugiej tury wchodził kandydat Prawa i Sprawiedliwości. Sądzę, że teraz będzie podobnie.

Co jeśli nie wygra pan wyborów?

Kandyduję, by wygrać. Chcę kontynuować unowocześnianie Gdańska dla gdańszczan, dla nas. Wszystko dla Gdańska - będę to hasło realizował jako prezydent Gdańska, albo w innych rolach publicznych.

Czy mógłby pan ustosunkować się do sprawy karnej, jaka się toczy przeciwko panu w sądzie?

Przepraszam wszystkie gdańszczanki i gdańszczan, którzy z powodu moich prywatnych błędów, mogli stracić do mnie zaufanie. Tym, którzy wciąż mi ufają, nie tylko dziękuję, ale powtarzam, że póki nie ma wyroku, jestem niewinny. Poniosłem karę, największą dla osoby sprawującą funkcje publiczne, czyli odium, które mnie otacza. Proszę, aby oceniać mnie przede wszystkim za całą pracę dla Gdańska. Moje błędy nie mają żadnego związku bezpośredniego z jakością wykonywanej przeze mnie pracy i obowiązków służbowych. Przypomnę raz jeszcze, że sprawy dawno byłyby zakończone i poniósłbym już karę, gdyby nie minister Ziobro. Dwie panie prokurator z Poznania, które wnioskowały o umorzenie i karę finansową zostały zdegradowane. Prokuratura zaskarżyła własny wniosek o umorzenie. W ten sposób prokuratura uruchomiła kolejny "grill" i mnoży zarzuty.

Jestem niewinny i mam prawo do obrony. Długotrwałość i intensywność działań na pewno powoduje, że u niektórych prawda i fałsz zaciera się i wiele osób przestaje rozumieć już o co chodzi. Dla mnie ważne jest to by być dobrym gospodarzem miasta i to powinno decydować o stosunku do mnie, a nie kłopoty z aparatem skarbowym. Osób, które nie zgadzają się z wykładnią urzędów, jest bardzo wiele. Wiemy, że często te postępowania kończą się po latach orzeczeniami na korzyść oskarżonych i zwrotami przepłaconych podatków. To samo mnie czeka.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (1027)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.