stat

Rozmowy z kandydatami: Marcin Strzelczyk

Kontynuujemy cykl rozmów z kandydatami na prezydentów Gdańska, Gdyni i Sopotu, którzy już oficjalnie zadeklarowali start w jesiennych wyborach samorządowych. Dziś rozmowa z Marcinem Strzelczykiem, kandydatem Sojuszu Lewicy Demokratycznej w Gdyni. Wcześniej przedstawiliśmy rozmowę z kandydatem PiS Kacprem Płażyńskim, z urzędującym prezydentem Gdańska Pawłem Adamowiczem, z kandydatką Nowoczesnej Ewą Lieder, z prof. Andrzejem Ceynową, kandydatem z ramienia SLD, Elżbietą Jachlewską reprezentującą Lepszy Gdańsk oraz kandydatem PiS w Sopocie - Piotrem Mellerem. W przyszłym tygodniu, w czwartek 28 czerwca, opublikujemy rozmowę z Zygmuntem Zmudą Trzebiatowskim, kandydatem ruchów miejskich na prezydenta Gdyni.



Marcin Strzelczyk jest członkiem Rady Miejskiej SLD w Gdyni i przewodniczącym Rady Dzielnicy Redłowo.
Marcin Strzelczyk jest członkiem Rady Miejskiej SLD w Gdyni i przewodniczącym Rady Dzielnicy Redłowo. mat. prasowe
Michał Sielski: Po co startować w wyborach na prezydenta Gdyni, skoro i tak wiadomo, że wygra Wojciech Szczurek?

Marcin Strzelczyk, kandydat SLD na prezydenta Gdyni: - Popularność Wojciecha Szczurka spada, a głosy innych środowisk w Gdyni muszą być słyszalne. Lewicy nie ma w gdyńskiej Radzie Miasta od 8 lat, a dziś ważne jest, czy w miastach rządzi lewica, liberałowie czy konserwatywna prawica. Nie uciekniemy przecież od polityki.

Wojciech Szczurek stara się uciekać. Mówi, że nie jest politykiem, a jego Samorządność nie jest partią.


- Formalnie nie. Natomiast nie ma ludzi apolitycznych. Każdy ma jakieś poglądy: choćby na in vitro. Dyskusja np. o drogach zawsze jest rozmową polityczną. Decyzja czy ukierunkowujemy miasto na inwestycje w drogi czy mieszkania komunalne zawsze jest decyzją polityczną. Dla liberałów najważniejszy będzie kapitał, ważniejszy od człowieka. Dla lewicy odwrotnie, a z kolei konserwatyści skupią się na sprawach światopoglądowych. Myślę, iż Wojciech Szczurek jest konserwatywnym liberałem. W sferze gospodarczej jest liberałem, a światopoglądowej konserwatystą. Dowiódł tego choćby nie zgadzając się na dofinansowanie in vitro.

Jednym z największych problemów i porażek władz Gdyni jest wciąż niedziałające lotnisko cywilne w Babich Dołach. Co zrobi z nim Marcin Strzelczyk, gdy zostanie prezydentem Gdyni?


- Sama decyzja o budowie lotniska była zła. Kiedy Gdynia odda mieszkańcom pieniądze wydane na ten projekt? Jest przecież współudziałowcem lotniska w Rębiechowie, a sprawa była jasna: te dwa lotniska będą ze sobą konkurować. Nie jesteśmy aglomeracją typu Londyn czy Berlin, gdzie to by miało sens. Pojawiają się pomysły, że będzie to lądowisko dla samolotów prywatnych. Ktoś mówił, by zrobić tam demontownię samolotów. Tylko po co nam terminal i inna infrastruktura?

Więc? Marcin Strzelczyk zostaje prezydentem i co robi z lotniskiem?

- Temat trzeba zamknąć. Zobowiązania trzeba będzie pokryć, ale czasami trzeba zero-jedynkowo rozwiązywać takie problemy. W ostatni piątek jechałem przez Estakadę Kwiatkowskiego i korek w stronę ul. płk. Dąbka miał ok. dwóch kilometrów. Na samolot miałbym wyjeżdżać cztery godziny wcześniej? Szybciej dojadę do Rębiechowa. Władzom Gdyni ewidentnie zabrakło wyobraźni. Dostępność komunikacyjna tego lotniska jest zerowa. Infrastruktura dzielnic północnych jest niewystarczająca nawet bez działającego lotniska.

Może Gdynia powinna zainwestować w budowę linii kolejowej na północ?


Linia kolejowa na Oksywie powinna być zmodernizowana i powinna tam jeździć SKM, a nie np. Przewozy Regionalne. Chodzi o miejskie połączenie w takcie co 7-10 minut.
- Zdecydowanie tak. Wystarczy spojrzeć jak dobrze sprawdza się transport szynowy w innych miastach: choćby Gdańsku czy Krakowie. Linia kolejowa na Oksywie powinna być zmodernizowana i powinna tam jeździć SKM, a nie np. Przewozy Regionalne. Chodzi o miejskie połączenie w takcie co 7-10 minut. Moim marzeniem i ideą, do której powinniśmy dążyć, jest tramwaj dwusystemowy, jak w Karlsruhe w Niemczech. Jedzie on po torach tramwajowych, a potem kolejowych. Nikt nie musi wychodzić, przesiadać się, martwić się, czy zdąży. Tym samym środkiem transportu można by dojechać np. z Wejherowa na Morenę. Tego kierunku w Trójmieście nie ma, a unifikacja transportu załatwia wiele problemów. To oczywiście daleka przyszłość, natomiast trzeba już planować, także kolej na zachód Gdyni. Przystanek w Małym Kacku, pozwalający dojechać na Witomino też powinien być częścią strategicznego planu.

Transport publiczny kosztem dróg dla samochodów?

- Jest taka teoria, że im więcej dróg zbudujemy, tym więcej samochodów się na nich pojawia, więc trzeba pamiętać o zrównoważonym rozwoju. Potrzebujemy obwodnicy Witomina, tunelu pod torami na ul. Puckiej. Inwestujmy w transport publiczny, ale nie możemy zapominać, że ludzie jeżdżą też samochodami.

Jeżdżą też rowerami. Powinni jeździć np. kontrapasem na ul. 3 Maja w przeciwnym kierunku niż samochody?

- Nie. Słyszałem wiele negatywnych opinii na ten temat. Powinniśmy wszyscy jeździć zgodnie z kierunkiem ruchu. Poza tym w tym miejscu kontrapas bardzo zaburzył ruch samochodowy. To przecież ulica obsługująca Hale Targowe. Poza tym jaki tam jest ruch rowerowy, może warto zrobić jakieś badania? Na pewno nie widzę sensu zabierania dla kilku rowerzystów lewoskrętu w ul. 10 Lutego. Ścieżki rowerowe nie mogą przejeżdżać przez przystanki jak dotychczas. Na pewno powinny być prowadzone wzdłuż jezdni. Ale nie "budujmy" ich malując na chodniku z kostki linie oddzielające pieszych i rowerzystów, ścieżki powinny być asfaltowe: wygodne i bezpieczne.

Malowanie jest tańsze niż budowanie.

- Zaoszczędzić można gdzie indziej. Choćby na wymianie oświetlenia sodowego na ledowe. Na eksploatacji i serwisie oszczędza się dzięki temu do 70 proc. kosztów. Większość miast to robi, w Gdyni są to śladowe ilości. Można też więcej zarabiać, np. dzięki firmom transportowym, które dziś rejestrują samochody w Pruszczu Gdańskim, bo w Gdyni stawki są znacznie wyższe. Obniżenie podatków od środków transportowych mogłoby zwiększyć wpływy do kasy miasta.

A deptak zwiększyłby wpływy do kasy przedsiębiorców? Powinien powstać w Gdyni?

Deptak powinien powstać na ul. Świętojańskiej. To ulica znana w całej Polsce, Gdynia kojarzy się ze Świętojańską.
- Tak, na ul. Świętojańskiej. To ulica znana w całej Polsce, Gdynia kojarzy się ze Świętojańską. Minusem jest przeniesienie ruchu, ale dzięki trolejbusom z bateriami, nie trzeba ponosić kosztów przenoszenia sieci. Komunikacja mogłaby jeździć ul. Władysława IV. Byłoby nieco dalej, ale przecież nikt nie musi wysiadać pod samą księgarnią czy domem. Zyski byłyby wyższe od kosztów: cisza dla mieszkańców i turystów, ogródki przed restauracjami.

Którędy prowadzone byłyby wtedy biegi, wyścigi kolarskie?

- Pamiętajmy, że nadmiar szkodzi. Oczywiście nie ma nic złego w biegach czy wyścigach kolarskich, ale gdy są tak często, to w pewnym momencie staje się nudne i uciążliwe dla mieszkańców. Lepiej zrobić jeden porządny wyścig i bieg, który nie będzie tak przeszkadzał mieszkańcom. Na pewno powinien odbywać się w strefie śródmiejskiej, a nie dzielnicach. Sytuacja z zeszłorocznego wyścigu, gdy zablokowany był wyjazd z Redłowa i Chwarzna jednocześnie i stała cała Gdynia, jest niedopuszczalna. Mamy stadiony, hale - tam można robić więcej imprez sportowych, wspieranych przez miasto na poziomie przede wszystkim młodzieżowym. Wspierać powinniśmy jednak inaczej: inwestować w ludzi.

Budując mieszkania komunalne?

- Tak, można na to przeznaczać 10 proc. dochodów własnych miasta. Można je budować nawet nad morzem. Dlaczego mają tam budować tylko deweloperzy?

Dlatego, że taką działkę można sprzedać za 10 mln zł.


- A dlaczego np. młodzi gdynianie nie mogą mieszkać nad morzem w mieszkaniach komunalnych? Nie wszystkie miejskie działki muszą być sprzedane i zabudowane apartamentami, na które stać nielicznych. Miasto nie ma wspierać deweloperów, a mieszkańców. I dążyć do równowagi, a nie pogłębiania rozwarstwienia społecznego.

I gdzie ci wszyscy mieszkańcy mają zaparkować? Gdynia powinna budować parkingi w centrum?

- Tak, piętrowe parkingi powinny powstawać. W Gdańsku jest taki choćby przy Zieleniaku.

W połowie pusty, bo trzeba zapłacić 300 zł miesięcznie.

- Tak, ale tu ważna jest też oddalona od centrum lokalizacja. Parkingi powinny być przede wszystkim przy węzłach komunikacyjnych. Dziś np. w Orłowie samochód możemy zostawić jedynie np. przy CH Klif, ale to nie jest rozwiązanie. W Redłowie ludzie parkują gdzie się da i mimo działań Straży Miejskiej nic się nie zmienia.

Czas skończyć z pouczeniami?

- Należy znacząco podnieść mandaty i postawić jednocześnie na edukację. Powinniśmy mieć bezpłatne przedszkola i żłobki. Chcemy też wprowadzić drugie śniadanie w szkole dla pierwszaków: owoce, warzywa, coś zdrowego. Żeby nauczyć prawidłowych nawyków żywieniowych i objąć tym wszystkich uczniów. W Łodzi wychodzi to 2,50 zł za jedno dziecko. Mogą w tym pomóc uczniowie technikum gastronomicznego, łącząc praktykę ze społecznym celem.

Mogło by nie wystarczyć na Park Centralny, lodowisko...

- Kto by nie chciał mieć takiego parku? Tylko, że dużo ważniejsze jest wyremontowanie Bulwaru Nadmorskiego i Skweru Kościuszki niż budowa parku. Efekt turystyczny będzie średni. Turysta z południa Polski przyjeżdża nad morze, bo parki ma u siebie. Park Centralny będzie miał minimalne znacznie dla turystów. Im chodzi o morze, więc powinniśmy inwestować w strefę nadmorską.

Czyli Gdynia powinna inwestować dla turystów?

- Nie, przecież gdynianie będą też z tego korzystać. Tymczasem przez 20 lat za kadencji prezydenta Wojciecha Szczurka zbudowano niewiele. Estakada Kwiatkowskiego to zasługa rządu Leszka Millera, który znacznie ułatwił przeprowadzenie tej inwestycji, powstała Droga Różowa, poszerzono ul. Janka Wiśniewskiego i niewiele więcej. W ostatniej kadencji to już praktycznie nic.

Niebawem zacząć się ma natomiast budowa basenu olimpijskiego. Gdynia go potrzebuje?
Gdynia potrzebuje więcej zwykłych basenów w dzielnicach, a nie jednego wielkiego dla sportowców.

- Nie. Gdynia potrzebuje więcej zwykłych basenów w dzielnicach, a nie jednego wielkiego dla sportowców. Poza tym budowa jeszcze się nie zaczęła, podobnie jak lodowiska, które już miało być skończone. Zamiast tego warto by było sfinansować darmowe korepetycje dla uczniów.

Ale przecież średnia z egzaminów gdyńskich uczniów zawsze jest czołowa w województwie, indywidualnie - zwłaszcza w III LO - także mamy się czym pochwalić.

- Pewnie, średnio jest dobrze, ale to tak ze spacerem z psem - gdy na niego pójdziemy, to każdy ma średnio trzy nogi. Tak jak wzrost PKB - mimo że rośnie, nie wpływa na życie przeciętnego człowieka. Nam chodzi o wyrównywanie szans. Zwłaszcza, że nie są to wielkie kwoty. Mamy na pomniki, a nie mamy na korepetycje czy bezpłatną teleopiekę. Dziś objęta nią jest wąska grupa 50 osób. Dla całej Gdyni koszt byłby ok. 60 tys. zł rocznie, ale wiceprezydent Michał Guć odpisał nam, że nie ma na to pieniędzy. To pokazuje, że nie ma pieniędzy na pomoc człowiekowi, bo liczy się kasa. To tak jak z remontem chodników: z tego pieniędzy nie ma, ale nie możemy na wszystkim chcieć zarabiać. Władza musi dbać o wszystkie grupy w mieście. Także o młodych, choć w Gdyni jest Młodzieżowa Rada Miasta.

I nikt nie wie czym się zajmuje.

- Niestety, bo nie mają konkretnego budżetu. Dajmy tym ludziom np. 200 tys. zł i niech nauczą się przekonać sami siebie na co je wydać. Czy będzie to inwestycja w infrastrukturę czy może koncert.

Władze Gdyni nie kwapią się do znacznego zwiększenia puli Budżetu Obywatelskiego, to jeszcze dzieciom mają rozdawać?

- Budżet obywatelski też należy zwiększyć. Zgadzam się z Miastem Wspólnym, że powinno być 1-1,5 mln zł na każdą dzielnicę. Dziś w Redłowie mamy do wykorzystania nieco ponad 200 tys. zł. Mieszkańcy powinni być bardziej docenieni.

Nie po to idzie się do władzy, żeby ją oddawać....

- Dziś polityka to nie tyle praca dla mieszkańców, ale praca z mieszkańcami. Wojciech Szczurek nie robi nic z mieszkańcami. Najlepszy przykład to Karwiny: mieszkańcy chcieli kładki, a dostaną wiadukt. Jak w "Misiu": gdy ukradną nam furę, to oddadzą samolot.. To głębsza choroba miasta. Sprzedaż udziałów w PEWIK-u też nie konsultowano z mieszkańcami, ani przede wszystkim pracownikami firmy, którzy byli tym zaskoczeni.

Smog - temat w Gdyni ważny czy wydumany?

- Zależy gdzie. Mały Kack ma problem, więc trzeba dofinansować wymianę kotłów, ale nie tylko. Trzeba też dołożyć do termomodernizacji dla osób prywatnych. Wymienić okna, ocieplić budynki, by straty energii były jak najmniejsze i nikomu nie groziło ubóstwo energetyczne.

Szkoły już ocieplono.

- I dobrze, ale dlaczego nie ma w nich opieki dentystycznej? Jeśli wygram wybory, na pewno do niej wrócimy. Wprowadzimy też 24-godzinne gabinety ginekologiczne i kluby seniora, gdzie starsi będą mogli spędzać czas z młodymi. Mogą np. opowiadać młodym o swoich doświadczeniach. Zawsze się znajdzie ktoś, kto był strażakiem, pilotem, nauczycielem. W Gdyni powinno być też więcej wspólnego decydowania, dialogu. Prezydent nie ma monopolu na wiedzę.

Nie ma?

Co miesiąc będę w każdej dzielnicy, nie schowam się przed trudnymi pytaniami, jak Wojciech Szczurek.
- Ja nie mam. Dlaczego nie powołać np. rady na rzecz kultury, która będzie doradzać. A ja w tym czasie zajmę się spotkaniami z mieszkańcami. Co miesiąc będę w każdej dzielnicy, nie schowam się przed trudnymi pytaniami, jak Wojciech Szczurek. Gdynia nie będzie się też odwracać od morza. Zainwestujemy w klasy żeglarskie. Jesteśmy miastem nadmorskim, a żeglarstwo nie jest popularne. Zamiast popularyzować wyścigi po ulicach, popularyzujmy wyścigi żeglarskie, które nie są uciążliwe dla mieszkańców, najwyżej dla ryb.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (137)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.